MISJA ATLANTYDA

Każdy z nas odbywa podróż do miejsca, w którym jest w pełni sobą (mimo, że nie zajmuje się tam przesadnie sobą, ani nie kręci się wokół swojego ogona). W tym miejscu, do którego zmierzamy, robimy to, po co pojawiliśmy się na tej ziemi. Wnosimy swój istotny wkład, pomagamy ziemi obracać się we w właściwą stronę. W tym miejscu mamy poczucie, że jesteśmy kimś ważnym, wyjątkowym i unikalnym. I nie jest to tylko poczucie.

Dla każdego z nas to miejsce jest inne. Tak samo jak każdy z nas ma różne odciski palców, zupełnie inne są miejsca, do których zmierzamy.

Jeżeli nie jesteś zadowolony z tego, co robisz, jeżeli czujesz się jak pomyłka, jak nieistotny dla nikogo dodatek – to znak, że jeszcze nie dotarłeś do tego miejsca.

Nie ma powodów, dla których miałbyś spędzić resztę swojego życia byle gdzie.

Nie ważne, co było do tej pory. Nie ważne jak wiele błędów popełniłeś. Nie ważne w ile ślepych uliczek zabrnąłeś. Nie ważne jak skomplikowana jest twoja sytuacja.

Nie ma powodów byś tkwił nie tam, gdzie powinieneś być.

Nigdy nie jest za późno – to nie dotyczy tylko trzydziestolatków (którzy od pięciu lat pracują w korporacji na stanowisku starszy zombie). To dotyczy także czterdziestolatków, którzy mają bliżej niż dalej (albo odwrotnie), pięćdziesięciolatków (którzy już „nie za bardzo mogą”), sześdziesięcio, osiemdziesięcio, dziewiędzisięcio, itd–latków (ale ci tego na pewno nie czytają).

To jednak nie znaczy, że twoje życie i miejsce, w którym jesteś można zmienić ot tak, jak pstryknięcie palcami. – Wiesz, przylepisz sobie na lodówce zdjęcia ferrari, powtarzasz, że świat jest wspaniały i załatwione!

Nie mam magicznej fasoli, która posadzona w doniczce wyrasta wprost do nieba i po której, następnego dnia rano, możesz bez problemów wspiąć się tam, gdzie wszystko jest cudowne i dokładnie takie jak powinno.

Chciałbym mieć taką magiczną fasolę. Jej sprzedawcy (choć może należałoby ich raczej nazywać dilerami) zarabiają krocie. W ludziach jest tak potężna potrzeba posiadania magicznych fasolek, że można im wcisnąć każdy kit –książki, wierszyki, kubki, notatniki… wszystko łącznie z kolekcjami kamyków i tamponów higienicznych, byle tylko mieli poczucie, że są nieco bliżej magii).

Ja jednak nie mam magicznej fasoli. Sorry.

Znam jednak inny sposób by dotrzeć tam, gdzie chcesz. Nazywa się: podróż.

Do tego miejsca można dotrzeć wtedy, gdy wyruszysz w drogę.

Nie możemy odkryć ani siebie, ani swojego miejsca poprzez introspekcję, medytację czy jakikolwiek sposób dumania o sobie samym.

Refleksja na swój temat jest potrzebna, ale jeżeli nie towarzyszy jej działanie, jeżeli tylko siedzisz i dumasz (jak baca, który ma czas) – do niczego sensownego nie dojdziesz (już lepiej byś tylko siedział, jak baca, który nie ma czasu).

Jeżeli chcesz wyśnić swoje miejsce na ziemi – twoje sny będą tylko rojeniami.

Nie ma też żadnych, absolutnie żadnych narzędzi psychologicznych, dzięki którym mógłbyś znaleźć odpowiedź do czego się nadajesz a do czego nie. Wszystkie te kolory, parasole, IFTP, ETC, ITD. – to zabawki, które nie pozwalają dowiedzieć się niczego naprawdę istotnego.

Jedynym sposobem by odkryć twoje miejsce na ziemi jest działanie.

Wystawiasz nogę za próg, stawiasz ją, opierasz na niej ciężar ciała, rozglądasz się, podnosisz drugą nogę… jeden konkretny  krok naprzód jest lepszy niż wszystkie zaawansowania narzędzia „samopoznania”. Ale uważaj na swoje nogi bo nie wiadomo gdzie mogą cię zanieść.

Czy jesteś w stanie z całą pewnością powiedzieć, że coś ci smakuje, zanim tego nie spróbujesz? Musimy spróbować przynajmniej raz (częściej parę razy), by móc powiedzieć sobie: tak, to mi smakuje lub nie to, nie dla mnie. Nie oczekuj, że dowiesz się, co powinieneś robić, póki nie spróbujesz.

Odkrywanie siebie i swojego miejsca na świecie zawsze jest podróżą. Wymaga działania. Refleksji oczywiście też, ale w dzisiejszych czasach, zdecydowana większość z nas zbyt wiele myśli i zbyt mało robi.

Ale zanim ruszysz w tą podróż musisz wiedzieć o jeszcze jednej rzeczy. Ta podróż nie przypomina szkolnej wycieczki na Wawel. To nie jest podróż z biurem podróży, z nawigacją satelitarną czy choćby mapą w ręce. To podróż w nieznane. Bardziej przypomina podróż Krzysztofa Kolumba: wsiadasz na lichy okręt mając ogólne wyobrażenie kierunku, ale nie masz pojęcia, kiedy dopłyniesz do celu, co spotkasz po drodze, a nawet czy na pewno uda ci się przeżyć.

Podróż w nieznane jest pasjonująca, pełna przygód i absorbująca. Ale także przerażająca.

Każda podróż w nieznane jest przerażająca. Jest pełna niebezpieczeństw, pułapek, nieoczekiwanych przeciwności, ślepych zaułków.

Czy będziesz miał odwagę ruszyć w tę podróż?

Czy będziesz miał odwagę narazić się na niebezpieczeństwa, pułapki, ślepe uliczki?

Czy będziesz mieć odwagę nie poprzestawać na małej, wygodnej, ciepłej i zatęchłej stabilności?

Czy będziesz umiał puścić się tego kawałka deski, na której jakoś da się dryfować, ale która, wiesz to w środku, zawsze była czymś tymczasowym?

Czy będziesz mieć odwagę by puścić się swoich wyobrażeń na temat tego jak świat powinien działać i odkryć to, jak w rzeczywistości działa?

Puścić się wyobrażeń na temat tego, kim jesteś, co umiesz i czego ludzie od ciebie potrzebują i odkryć coś zupełnie innego?

Boisz się? To dobrze. Jesteś zdrowy. Nie boją się głupcy.

Jesteś zmieszany i nie masz klarowności? Lepiej być zagubionym niż kurczowo trzymać się błędnej drogi.

Jeżeli jesteś zagubiony i nie wiesz, o co ci chodzi, to znak, że twoja podróż się zaczęła. Istotą podróży, o której tu mowa jest niepewność i pomieszanie.

Pomiędzy starym a nowym, zawsze jest smuga wahania, układania czy wylęgania. Czasem – ale rzadko – tą smugę można przekroczyć jednym, wielkim susem.

Ale częściej jest na to zbyt duża. Musisz się w nią zanurzyć i przedzierać, mając jak Krzysztof Kolumb nadzieję, że jednak dotrzesz do tych cholernych Indii a nie spadniesz z krawędzi świata w paszczę wielkiego żółwia podtrzymującego ziemię, albo nie zginiesz z głodu gdzieś pośród pustego oceanu.

Nie wiesz, o co ci tak naprawdę chodzi i gdzie chcesz dotrzeć?

Nie musisz. Wystarczy ogólne wyobrażenie. Miejsce, do którego naprawdę chcesz dotrzeć to najczęściej nie to miejsce, które sobie wyobrażasz, jako swój cel.

Kolumb miał bardzo dokładne wyobrażenie, gdzie chce dotrzeć. Nigdy nie dotarł do Indii. Odkrył nieznaną nikomu Amerykę.

Prawdziwa podróż zawsze jest podróżą w nieznane. A to, co nieznane, zawsze nas przeraża, ale i pociaga.